
Komputery nieprędko zapanują nad światem. Takie przynajmniej odniosłem wrażenie, przygotowując się jakiś czas temu do uczelnianej, multimedialnej prezentacji na temat ludzkiej mowy. Przypominam ją sobie teraz, kiedy zbieram te wszystkie języki po całym Londynie.
Maszyny, choć też mają swój język, niczego nie rozumieją…
W prezentacji chciałem pokazać, jak różne języki dzielą ludzi, ale okazało się, że z nami nie jest jeszcze najgorzej. Zawsze myślałem, że przynajmniej maszyny są doskonałe: jedynka i zero, zero i jedynka, to wszystko, czym się posługują.
Zaczęło się niewinnie – od mikrofonu i nagrania dźwięku. Tłumaczymy go na zero i jedynkę. Karta dźwiękowa i komputer, którym się posługiwałem, niestety nie spełniały kryteriów jakości. I zaczęła się zabawa z tłumaczeniem jednego formatu na drugi. Musiałem pożyczyć komputer, udało się zmontować głos i muzykę, którą musiałem komputerowi tłumaczyć – z płyt audio na mp3.
Teraz obraz. I to samo. Obróbka zdjęć, potem program do animacji, gdzie tłumaczyłem obrazy na używane w nim „symbole”. Udało się, choć przyprawiło o ból głowy.
Ale to dopiero początek. Gdy dodajemy do obrazu dźwięk, wpadamy w kolejną translacyjną pułapkę. Wszystko działa synchronicznie, dopóki nie wyeksportujemy pliku jako quicktime movie (czyli przetłumaczymy, by móc wypalić DVD).
Nadążacie?
Teraz ten nie do końca zsynchronizowany plik musimy jakoś skopiować na srebrny krążek (przetłumaczyć?). To były czasy, kiedy przenośne dyski twarde były rzadkością, a mój komputer nie miał wypalarki DVD. Miał ją tylko Macintosh w szkolnym laboratorium. Ale to nie takie proste. PC do Maca podłączyć łatwo się nie da (inna kultura, język). I tak dalej, i tak dalej. Droga przez mękę.
Za piętnaście jedenasta, prezentacje zaczynają się o jedenastej. Doszedłem do etapu, że mogę wypalić płytę. Tylko, że kupiłem niewłaściwą. Mac jej nie czytał…
Gonitwa przez miasto, by kupić następną. Udaje się. Prawie na czas…
I w sumie: cztery komputery, trzy płyty kompaktowe, mikrofon, dwie płyty DVD, formaty: mp3, wav, jpg, gif, fla, swf, mov, dwa kable, programy do nagrywania i edycji dźwięku, zgrywania z CD, obróbki zdjęć, animacji, wypalania kompaktów i DVD, odtwarzacz, projektor, notes i pióro.
Wszystko, by zrobić trzyminutową prezentację, w której pokazujemy, że porozumienie mimo językowych różnic jest jak najbardziej możliwe…
PS A na fotce jeden z pierwszych komputerów na świecie, który został zaprojektowany w Londynie. To Colossus, który w czasie II wojny światowej służył kryptologom z Bletchley Park do łamania kodów niemieckich wiadomości. Była to pierwsza cyfrowa maszyna, którą można było programować. Po wojnie trzymano ją w tajemnicy aż do lat 70-tych. Działającą replikę można dziś obejrzeć w Bletchley Park, 80 km na północ od Londynu, gdzie łamano także kody Enigmy. Od tego czasu komputery znacznie się zmieniły, ale wciąż czasami trudno się z nimi dogadać.