Posty zawierające tag ‘indie’

Bergamuty z Cooltury

Środa, stycznia 14th, 2009

Oto wszystko co pojawiło się na temat wyprawy “W 80 dni dookoła świata (nie wyjeżdżając z Londynu)” w druku.

Trochę ciężka, ale za to pełna wersja do ściągnięcia, 20MB, czyli 51 stron żywcem wydartych z tygodnika Cooltura:

cover1

Polecam też skróconą wersję - 4 strony podsumowania, 1.5MB:
cover2

Enjoy!

PS pozdrowienia i podziękowania dla prężnego działu graficznego w Coolturze, który to wszystko elegancko poskładał.

Marzenia o Bollywood

Wtorek, padziernika 28th, 2008

Nigdy nie byłem w Indiach, więc może stąd dłuższy przystanek w londyńsko-hinduskich klimatach. W sumie sam Fogg zabawił tu także chwilę, przebijając się przez subkontynent pociągiem, a później na grzbiecie słonia…

Czas jednak ruszyć w dalszą drogę, cytując jeszcze studentów, którzy żyją marzeniami o karierze w Bollywood.

bollywood school

- Jeśli nie wzięłabym w nim udziału, z pewnością żałowałabym tego - Anu Singh na kurs przyjechała aż z Kalifornii. - Teraz koncentruję się na wyjeździe do Indii, ale oczywiście, jeśli zadzwoni Hollywood, nie powiem „nie” - śmieje się. - W listopadzie polecimy do Bombaju, by zobaczyć kulisy wielkich produkcji i poznać ludzi z branży filmowej. Mam nadzieję, że coś się dla mnie wydarzy. Mimo iż mieszkam w Kalifornii, Londyn jest dla mnie bardziej dostępny niż Hollywood, tu się urodziłam, poza tym wychowałam się na filmach z Bollywood, kocham je.

- Studiowałem dramat w college`u i telewizję na uniwersytecie - dodaje Hassan Khan, który mieszka we wschodnim Londynie. - Grałem w teatrach, brałem udział w licznych produkcjach jako asystent reżysera. Problem w tym, że tutaj brakuje możliwości dla Brytyjczyków azjatyckiego pochodzenia. Dlatego wybrałem ten kurs. Wierzę, że będzie dla mnie trampoliną, by dostać się do filmu w Indiach. Jeśli chodzi o konkurencję, nie wierzę w nią. Gdy jesteś dobry, będzie dla ciebie praca. Wychowałem się na filmach z Bollywood, zawsze śpiewałem, tańczyłem, podziwiałem aktorów. Rodzice w pełni mnie popierają. – Jeśli masz talent, udowodnij to – powiedzieli.

**

A tak poza tym to w Londynie spadł śnieg. Jestem załamany.

Szkoła w Londynie, kariera w Indiach

Poniedziałek, padziernika 27th, 2008

bollywood school

„Bollywood” to jest złe określenie. Nie chcemy być mniejszym bratem Hollywood. Mamy własną tożsamość – mówi Hemendra Bhatia, jeden z nauczycieli pierwszej szkoły poza Indiami, która kształci aktorów do gry w hinduskich filmach i telewizji.

Spotykamy się na zajęciach w Ealing Institute of Media. Szkołę otwarto we wrześniu. Na pierwszym kursie jest 7 studentów, piątka z Londynu oraz po jednej studentce z USA i Pakistanu. Właśnie przygotowują się do zajęć, prowadząc rozgrzewkę. Szkoła jest wspólnym przedsięwzięciem akademii Actors Preparers z Indii i organizacji Heathrow City Partnership. Kurs swoim nazwiskiem firmuje Anupam Kher, wielokrotnie nagradzany aktor, który zagrał już w prawie 400 filmach.

Trzymiesięczne zajęcia kosztują 4000 funtów. Oprócz codziennych ćwiczeń, studenci wybiorą się także na tydzień do Bombaju, gdzie zobaczą kulisy produkcji filmowej, a także poznają reżyserów, aktorów i producentów.

– Dzień zaczyna się od ćwiczenia jogi, potem jest nauka tańców bollywodzkich i innych. Pokazujemy też niektóre elementy sztuk walki. Oczywiście nauczana jest też cała gama technik aktorskich, modulacja głosu, dykcja, a nawet język hindi. Robimy też wykłady na temat produkcji i reżyserii – opowiada Ash Verma z organizacji Heathrow City, który koordynuje cały projekt.

Studenci po rozgrzewce, gotowi są do pokazania kilku układów tanecznych: – W czasie pracy nad filmem, gdy aktorzy mają nagrywać scenę ze śpiewem i tańcem, spotykają się wcześniej na kilkudniowych warsztatach, by ułożyć choreografię i ćwiczyć – wyjaśnia prowadzący zajęcia.

Ash Verma kontynuuje: – Indyjskie media i przemysł rozrywkowy są jednymi z najszybciej rozwijających się na świecie. Ich przychody rosną, według prognoz, mają osiągnąć 22,5 miliarda dolarów w 2011 r. Jeśli podejmie się teraz właściwe kroki, Londyn może stać się międzynarodową stolicą Bollywoodu. W tej branży aktorzy muszą być także biznesmeni. Muszą rozumieć, jak to wszystko działa.

bollywood school

Najpierw powinni jednak nauczyć się grać i wyrażać emocje. Po tańcach, przyszedł czas na ćwiczenie przed kamerą. Hemendra Bhatia, aktor i reżyser instruuje swoich podopiecznych. Mają pokazać scenę, w której mąż podejrzewa, że żona ma romans. Studenci zaczynają od dialogu pomiędzy dwoma postaciami. Ćwiczenia są nagrywane, a później omawiane. W ich trakcie nauczyciel wyjaśnia: – Gra nie polega na recytowaniu tekstu. Pamiętajcie: mniej mówienia, więcej emocji!

– Kiedy przyjmowaliśmy ich do szkoły, poza tym, że prezentowali przygotowany materiał, mieliśmy długie rozmowy, sprawdzaliśmy, jakie mają ambicje i predyspozycje – opowiada Hemendra Bhatia, po skończonym ćwiczeniu. – Wszyscy bardzo chcą zostać aktorami. Biorąc udział w tym kursie chcą się sprawdzić, dowiedzieć, czy mają to coś, co potrzebne jest do bycia aktorem.

Jeśli londyńska szkoła odniesie sukces, podobne projekty powstaną w Południowej Afryce i Australii. Ash Verma, który zajmuje się projektem od strony biznesowej, jest optymistą.
– Wierzę, że Londyn, niezwykle kreatywny, najbardziej zróżnicowany etnicznie i kulturowo, jest świetnym miejscem dla aktorów. Ważna jest też pozycja tego miasta w świecie oraz wielkość hinduskiej społeczności. To wszystko dobrze nam wróży. Chcemy po prostu połączyć to, co najlepsze w Bollywood i hinduskim kinie z tym, co najlepsze w Europie.

Przepytywałem brytyjskiego posła

Niedziela, padziernika 26th, 2008
sharma

Tak naprawdę moja podróż po wielokulturowym Londynie nie zaczęła się 2 października, tylko o wiele wcześniej, jak sobie o tym myślę. Wracam na chwilę do rozmowy z najprawdziwszym posłem Virendrą Sharmą z Partii Pracy, z którym wywiad był moim dziennikarskim debiutem na Wyspach.

W parlamencie zjawiłem się z dziurą w skarpecie. Dżizys… To było rok temu…

Co pan myśli o tworzeniu się skupisk narodowych - hinduskich, polskich, chińskich innych? Ludzie zamykają się w swoich społecznościach.

– Żeby mieć udane i pełne życie, gdy chcesz odnieść sukces, powinieneś nauczyć się języka kraju, w którym jesteś. Jak mówiłem wcześniej – nie znaczy to, że masz pozbyć się korzeni. Musisz mieć kontakt z własną społecznością. W domu z żoną rozmawiam w języku pendżabskim, ale do wnuków mówię w pendżabskim i angielskim.

Nasz rząd przekonuje, że musimy uczyć się tutejszego języka. Nie dlatego, że chcemy byś stracił swoją tożsamość, ale dlatego, że angielski jest głównym językiem tego kraju. Dzięki temu możesz komunikować się z szerszym kręgiem osób. Mówiliśmy, że w moim okręgu są 3 tysiące Polaków, ale jest też 89 tysięcy ludzi z innych narodowości. Zachęcam więc wszystkich, by uczyli się angielskiego. Życie będzie łatwiejsze, lepsze i pełniejsze. Czasami ludzie pytają – a dlaczego inni nie mogą nauczyć się mojego języka?

Odpowiadam, że jednak angielski jest tutaj uniwersalny dla wszystkich. Jeśli mieszkałbym w Polsce, z pewnością uczyłbym się polskiego.

„Nie” dla Szekspira z Delhi

Czwartek, padziernika 23rd, 2008
renu

– Muszę przyznać, że po przyjeździe tutaj, przeżyłam olbrzymi szok. Brytyjczycy, których znaliśmy w Indiach byli zupełnie inni – twierdzi Renu, która pojawiła się z mężem w Wielkiej Brytanii w 1965 roku. – To było zimne, ciemne i ekstremalnie nieciekawe miejsce. A na dodatek z ludźmi, którzy nie mieli żadnej wiedzy na temat reszty świata.

Renu, podobnie jak tysiące jej rodaków przyjechała na tzw. „job voucher”, przyznawany przez rząd brytyjski ludziom wykształconym. W Delhi skończyła historię, mąż był specjalistą od literatury brytyjskiej, z pamięci cytował obszerne fragmenty sztuk Szekspira.

– Przybyliśmy z kultury, gdzie edukację stawia się na pierwszym miejscu. Możesz nie jeść, ale musisz edukować swoje dzieci. To jest twój paszport – mówi Renu. W Londynie zaczęli jednak od podstawowych prac w restauracji. Później udało się przenieść do księgarni.

– Mąż polecał książki ludziom, którzy nie mogli się nadziwić, że tak dobrze zna ich literaturę – opowiada Renu, po czym wspomina: – Ogólnie jednak reakcje na początku były ekstremalnie negatywne. Ludzie pytali gdzie nauczyliście się języka? Jakim cudem? Nie wierzyli do końca, gdy mówiliśmy, że mamy uniwersyteckie wykształcenie… Ich wyobrażenie było takie, że mieszkamy w lepiankach, z tygrysami i wężami.

Imigranci napotkali na całą masę uprzedzeń. Wielu Hindusów nie mogło znaleźć pracy, ani mieszkania, witały ich napisy na drzwiach: „Nie dla kolorowych, dzieci, psów i Irlandczyków”.

– Dziś postrzeganie Hindusów zmieniło się. Jest wielu ludzi wykształconych, biznesmenów, lekarzy. Oni służą temu krajowi. A moje dzieci, które urodziły się tutaj, choć hołdują hinduskim tradycjom, świetnie czują się jako obywatele Wielkiej Brytanii.

Bollywood Pana Kleksa

Środa, padziernika 22nd, 2008

Bollywood

Choć jakimś cudem udało mi się zdobyć akredytację na Londyński Festiwal Filmowy, dzisiaj wybrałem coś innego. Kręcąc się po dzielnicy Southall trafiłem do Himalaya Palace, kina, gdzie za 3 funty (taniej niż wypożyczenie dvd), można obejrzeć bollywoodzkie superprodukcje.

Siedziałem przez dwie i pół godziny, wśród szlochających starszych pań, nie mogąc uwierzyć, że tak można robić filmy. To wszystko jest takie jakieś z Akademii Pana Kleksa - idą, gadają i nagle zaczynają śpiewać.

Bollywood

Ale w tym jest jeszcze więcej. To dwie i pół godziny harlequina, sztuki Fredry, MTV Asia, musicalu i wenezuelskiej telenoweli. Wstrząśnięte i zmieszane.

Karzzzz miał premierę zaledwie 5 dni temu. Produkcja hinduska, ale akcja toczy się w Afryce.

Ona pozwala by się zabił, zabierając spadochron i wyskakując z awionetki, którą wcześniej pozbawiła paliwa. On umiera, ale odradza się w ciele młodego piosenkarza.

Bollywood

Więc ona znowu chce go zabić, tym razem w scenie jakby żywcem z filmu Hitchcocka Północ, północny zachód:

Bollywood

Tylko, że tym razem to ona ponosi zasłużoną karę.

**

PS jutro wybieram się do szkoły dla bollywoodzkich aktorów…

Londyńskie “kopytko”

Poniedziałek, padziernika 20th, 2008

Monika Kapli Mohta

– Nasze kino jest silnym elementem spajającym kulturę i przekraczającym granice - powiedziała nam o bollywoodzie Monika Kapli Mohta, dyrektor The Nehru Centre, głównego instytutu kulturalnego Indii na Wyspach. - Ono trafia prosto do serc wielu Brytyjczyków, otwierających się nie tylko na musicale bollywoodzkie, ale i na klasyczne produkcje, które pokazujemy w ramach obchodów 60-lecia niepodległości Indii w tym roku.

Mając to na uwadze, i szykując się do napisania o kinie hinduskim, w strugach deszczu wracałem do domu. A tu na moim przystanku, z którego odjeżdża normalnie autobus E1, stoi autokar Sindbad z wielkim wyświetlaczem mówiącym “LONDYN – POLSKA”. Wokół krzątają się ludzie, ładują bagaże, wyjeżdżają. Dyryguje nimi babeczka z krótkofalówką. O co chodzi? To już czas? Mamy wyjeżdżać? Autobusy jakieś popodstawiali, czy co?

- Wi ar szutink a muwi. De kamera is ower der, jor basstop is not hir - powiedziała do mnie Polka z radiostacją (zawsze rodaków poznaję i zdziwiło mnie, że ona nie poznaje).

greg zglinski

Ale już wiedziałem co to jest. To jest kino polskie. “Londyńczyków” kręcą (rozmawiałem jakiś czas temu z Gregiem Zglińskim, reżyserem serialu, mówiąc, że ludzie w Londynie trochę się tego obrazu obawiają. Sąsiad pytał mnie np. ostatnio „co też oni wymyślili” i czy to przypadkiem nie zburzy to naszego „emigranckiego wizerunku”).

By zatem bronić tego „wizerunku”, pokazać, że jeszcze nie jesteśmy gotowi do powrotu, by nasze kino też stało się silnym elementem spajającym i przekraczającym granice, by trafiało do serc Brytyjczyków, postanowiłem zrobić jedno - emigranckie “kopytko”.

Wystawiając się na widok kamery, zacząłem chodzić po przystanku w tę i z powrotem z dwiema reklamówkami - pomarańczową, która jest metaforą (trudne słowo) i zieloną, która jest alegorią (jeszcze trudniejsze), tego, że wcale nam się do ojczyzny nie spieszy, mając do odkrycia cały Londyn.

Diwali - święto światła i radości

Niedziela, padziernika 19th, 2008

Diwali

Hinduskie święto Diwali przyciągnęło tysiące ludzi na plac Trafalgar:

Diwali

Była zabawa i optymizm:
Diwali

Były tęskne spojrzenia:
Diwali

I ciekawie na tyle, że kilka pokoleń mogło się razem bawić świetnie:
Diwali