Posty zawierające tag ‘afryka’

Bergamuty z Cooltury

Środa, stycznia 14th, 2009

Oto wszystko co pojawiło się na temat wyprawy “W 80 dni dookoła świata (nie wyjeżdżając z Londynu)” w druku.

Trochę ciężka, ale za to pełna wersja do ściągnięcia, 20MB, czyli 51 stron żywcem wydartych z tygodnika Cooltura:

cover1

Polecam też skróconą wersję - 4 strony podsumowania, 1.5MB:
cover2

Enjoy!

PS pozdrowienia i podziękowania dla prężnego działu graficznego w Coolturze, który to wszystko elegancko poskładał.

Cały świat w jednym mieście

Sobota, grudnia 20th, 2008

Przez ostatnie dwa i pół miesiąca starałem się udowodnić, że okrążenie świata w 80 dni, bez wyjeżdżania z Londynu, jest jak najbardziej możliwe. Mieszkamy przecież w jednym z najbardziej zróżnicowanych etnicznie miejsc na Ziemi.

around the world

Pomysł podróży wokół Londynu zrodził się w miejscu, gdzie większość odkrywców rozpoczyna swe wojaże. Księgarnia Stanfords przy Long Acre w Covent Garden, od ponad stu lat dostarcza inspiracji podróżnikom i turystom. Gdy schodzimy do piwnic, widzimy podłogę, którą zdobi ogromna mapa Londynu. Stojąc jedną nogą na Hammersmith, druga ledwo sięga Ealingu… Piętro wyżej, na półce znalazłem książkę Michaela Palina o jego podróży „W 80 dni dookoła świata”, inspirowanej powieścią Juliusza Verne`a. Łącząc te dwa fakty, powstał pomysł przemierzenia Londynu w poszukiwaniu ludzi z całego globu.

stanfords

Opowiedziałem o tym Geordiemu Torrowi, redaktorowi naczelnemu magazynu Geographical. Choć przyznał, że plan ma szansę powodzenia, pozostał sceptyczny. Uważał, że w jego rodzinnym Sydney klimat wielokulturowości można odczuć bardziej niż w stolicy Wielkiej Brytanii.

- Oczywiście mimo wszystko, porównując z Australią, Londyn to wspaniałe miejsce żeby zacząć podróż – przyznał redaktor. - Ma łatwy dostęp do Afryki, a nawet Azji, np. Indii czy Pakistanu. Jest tu duża społeczność pochodząca z tych krajów, są więc częste i relatywnie tanie loty.

Tylko, że ja wyjeżdżać nie chciałem. Poza tym, Geographical jest magazynem Królewskiego Towarzystwa Geograficznego, które często bywa sceptyczne wobec różnych eksploracyjnych pomysłów. Na kartach książki Verne`a, w swoim biuletynie udowadniało na przykład, że podróż w 80 dni dookoła świata nie jest możliwa.

reform club

Nie ma w Londynie miejsca bardziej związanego z Phileasem Foggiem, bohaterem powieści, niż Klub Reforma przy Pall Mall. Tutaj wszystko się zaczęło. Właśnie stąd ekscentryczny dżentelmen wyruszył w swą podróż i tu przyjął zakład, że zrobi to w wyznaczonym czasie. Reforma jest jednym z najbardziej nobliwych klubów towarzyskich Londynu. Dziś wejścia strzegą portierzy. Są mili, ale stanowczy.

- Przykro mi, nie mogę cię po prostu wziąć i oprowadzić – wycedził porter, tytułując mnie przy tym „Sir”. – Obawiam się, że to wszystko, co możesz zobaczyć. To prywatny klub.

Zdążyłem tylko zaglądnąć przez szybę w korytarzu. W środku ukazało mi się bogato zdobione wnętrze, całe w boazerii, z wielkimi schodami ku górze i portretami na ścianach. Portier przestąpił mi drogę.

scotland yard

Przygotowując się do drogi, sprawdziłem też czy w dzisiejszych czasach detektyw Fix z książki, który podejrzewał Phileasa Fogga o napad na bank, musiałby się za nim uganiać dookoła globu. W wysokim i przeszklonym wieżowcu New Scotland Yard, głównej siedzibie policji, powitał mnie inspektor Paul Fuller, szef wydziału ekstradycji, który wyjaśniał mechanizmy aresztowania przestępców uciekających za granicę. Imperium skurczyło się i policja brytyjska nie ma już jurysdykcji w innych krajach, nie może aresztować nikogo poza granicami. Fix nie był w stanie zatrzymać Fogga, bo czekał na przesłanie nakazu z Londynu, najpierw w Egipcie, a później, kiedy papier nie dotarł na czas, zmuszony był wsiąść z podejrzanym na statek do Indii, by tam ponownie podjąć próbę aresztowania.

– Cóż, trochę się od tego czasu zmieniło. Nakaz może być uzyskany nawet w godzinę – powiedział współczesny detektyw.

lonon transport museum

Spotkałem też Marie Scott, wydawcę „Saville Row”, magazynu dla dżentelmenów i dam. Saville Row to także nazwa ulicy w centralnym Londynie, przy której mieszkał Phileas Fogg, dżentelmen z krwi i kości. Pytałem więc o wizerunek angielskiego dżentelmena, który mamy - elegancko ubranego człowieka z laseczką, przechadzającego się dostojnie. Odpowiedź Marie była pocieszająca.

– To tylko jeden rodzaj – zaśmiała się, wyjaśniając, że dzisiaj wystarczy mieć nienaganne maniery, by móc nazwać się dżentelmenem. Trzeba być dobrym dla innych, opiekować się słabymi i mieć swój honor.

Tego mi nie brakuje – pomyślałem sobie. Brakowało mi natomiast czegoś innego. Na szczęście nie potrzebowałem fortuny, tak jak Fogg, by objechać świat.

london tube

Wystarczył bilet na metro.

***

A z językowej opresji wybawili mnie Afrykanie. Oto języki numer 78 i 79. Araya, pracownik ambasady Erytrei, zamiast swojego imienia wymówił moje, żebym łatwiej mógł się przedstawic, gdy znajdę się w jego kraju. Drugi język to wolof z Senegalu, którym posługuje się Mamadu, pracujący w afrykańskim centrum kulturowym na Covent Garden, w samym centrum Londynu:

Tigrinya language, Araya
Wolof language, Mamadu

Pozostał mi jeszcze jeden dzień i jeden język. Już go mam. Kto się nagrał? Wyjaśnię jutro.

Biskup-noblista na rzecz praw człowieka

Poniedziałek, listopada 24th, 2008

tutu2
Do kampanii na rzecz uzdrowienia sytuacji w Zimbabwe włączył się także w Londynie laureat pokojowej nagrody Nobla, Desmond Tutu. Ten anglikański biskup z Południowej Afryki, zwierzchnik tamtejszego Kościoła, wsławił się w latach 80-tych jako przeciwnik apartheidu. Tutu został pierwszym czarnym arcybiskupem południowoafrykańskiego Kościoła anglikańskiego. W roku 1984 został laureatem pokojowej nagrody Nobla. Najbardziej zasłużył się dla pojednania między białymi i czarnymi, co uchroniło RPA przed chaosem konfliktu etnicznego. Obecnie działa na rzecz praw człowieka. Do Londynu przybył jeszcze przed niedawnymi wyborami prezydenckimi w Zimbabwe, pojawił się w kościele St Martin-in-the-Fields przy Trafalgar Square, by poświęcić trzy rzeźby z Zimbabwe, które stanęły w kaplicy. Publicznie skrytykował wtedy reżim Mugabego za naruszanie praw człowieka i doprowadzenie kraju na skraj bankructwa, wezwał też do demokratycznego rozwiązania konfliktów w tym kraju.

Cheka Kidogo

Niedziela, listopada 23rd, 2008

kongo1

Ulice Londynu pełne są afrykańskich akcentów. Przed Teatrem Narodowym przy Southbank swoje prace prezentuje Rankin, fotograf specjalizujący się w portretach. Podróżował on z organizacją Oxfam do obozów uchodźców w rejonach ogarniętych walkami, na wschodzie Demokratycznej Republiki Konga (tutaj moja relacja z tego regionu sprzed dwóch lat). Mimo niestabilnej sytuacji i niepewnego jutra ludzie starają się tam żyć normalnym życiem. Tytuł wystawy to „Cheka Kidogo”, co w języku suahili znaczy „uśmiechać się”.

Pokój w Sudanie?

Sobota, listopada 22nd, 2008

darfur2

Prezydent Sudanu ogłosił natychmiastowe zawieszenie broni w rejonie Darfur i chęć negocjacji w sprawie zakończenia zbrojnego konfliktu trwającego od 5 lat. Walki o podłożu etnicznym i plemiennym pomiędzy armią rządową a rebeliantami pochłonęły setki tysięcy ofiar. Ta kwietniowa pikieta nawołująca do pokoju przez londyńską ambasadą Sudanu była jedną z setek podobnych, które odbyły się na całym świecie do tej pory.

Moja relacja z Sudanu.

darfur5

Zimbabweńskie czuwanie

Środa, listopada 19th, 2008

DSC_0027

Londyn stał się areną do dyskutowania spraw międzynarodowych nie tylko w politycznych salonach, ale także na ulicach. Od 2002 roku, co tydzień, pod ambasadą Zimbabwe w samym centrum miasta, odbywa się demonstracja przeciwko reżimowi prezydenta Roberta Mugabe.

– Lista naruszeń praw człowieka w jego wykonaniu, brutalnego tłumienia opozycji i wyborczych naruszeń jest długa. Mugabe doprowadził do izolacji kraju, spychając go na skraj bankructwa – mówią uczestnicy pikiety organizowanej m.in. przez londyńską filię opozycyjnej partii Movement for Democratic Change. Spotykają się w każdą sobotę, deklarując, że będą to robić aż do upadku reżimu w miejscu, które przyszło mi kiedyś odwiedzić. Śpiewając i tańcząc, rozdają ulotki i proszą o podpisy pod petycjami. Zwracają się m.in. do Organizacji Narodów Zjednoczonych, by wysłała komisję badającą przypadki naruszenia praw człowieka (zebrano już 16 tysięcy podpisów), a także do państw Unii Europejskiej z prośbą o szybką pomoc dla kraju, który wkrótce może ogarnąć głód. Uczestnicy pikiety wzywają także FIFA, by zaniechała organizacji finałów piłkarskich mistrzostw świata w sąsiednim RPA w 2010 roku, ponieważ przez sytuację w Zimbabwe, cały region nie będzie bezpieczny.

DSC_0008

Półmetek

Wtorek, listopada 11th, 2008

stanfords

To już połowa drogi. Tak wiem, nic nie mówicie - mało języków mam. Słyszę to już coraz częściej. I zawsze mówię, że to nie tylko o te języki w całym projekcie chodzi. I ciągle wierzę, że mi się uda;) Zawsze się udawało. Trzeba po prostu dużo chodzić:

Rastafarianizm: tęsknota za wolnością

Wtorek, padziernika 21st, 2008

jamal

Jamal - muzyk, który z Polski wyjechał na Jamajkę w poszukiwaniu korzeni rastafarianizmu, uwierzył w boskość cesarza Hajle Sellasje, należy do ruchu Dwanaście Plemion Izraela i przekonuje, że religia i kultura rastafariańska, to nie tylko reggae, dredy i palenie marihuany.

- Prawdziwy rastafarianizm? Poznajesz go po człowieku, po jego otwartym sercu, po tym, że emanuje z niego miłość. Rasta musi być fair wobec siebie i wobec ludzi, a przynajmniej starać się być. No i sercem całym kochać Hajle Sellasje, cesarza Etiopii, który był mesjaszem.

- Rastafarianizm jest religią, stworzoną przez Jamajczyków tęskniących za Afryką. Wiedzieli, że na Ziemi ma się pojawić mesjasz, który ich ocali. I nagle w latach 30, w Etiopii, na cesarza koronuje się Sellasje, który swe korzenie wywodzi od biblijnej królowej Saby i Salomona. Do tego chce zjednoczyć Afrykę, by wszyscy mogli do niej powrócić. Oczy całego świata zwróciły się w jego stronę. Przed koronacją nazywał się Ras Tafarai Makonen, czyli „Światło Trójcy Świętej”, i od tego imienia wzięła się nazwa rastafarian.

- W Londynie są knajpy, na przykład na Brixton, gdzie na ścianach wiszą obrazy Sellacha. Dużo jest Jamajczyków w Londynie. Wygląda mi to na drugą nację po Hindusach. Tu jest cały przemysł reggae, tu mieszkają gwiazdy jak np. Gregory Izaacs, ludzie tego nie wiedzą.

- Ja działam we wspólnocie na Streatham Common, należę do sekcji naya drum. Gramy nayabingi czyli rytmy serca, które wywodzą się od Matki Ziemi. Grasz cały czas jeden rytm, bicie serca, który wprowadza w trans, jest tylko jeden bębniarz, który improwizuje.

- A skąd dready? Dredy w Etiopii nosili wojownicy, prawdziwi afrykańscy rycerze. Służyły do odstraszania Babilonu. Rasta ma mieć schludny wygląd, ale odstraszać lwią czupryną. Lew pokazuje siłę. Jesteś sobą i nie poddajesz się, pokazując, że nie będziesz robił tego, co inni.

A w Scotland Yardzie powiedzieli mi, że…

Sobota, padziernika 18th, 2008

scotland yard

Dzisiaj detektyw Fix, który podejrzewał Phileasa Fogga o napad na bank, nie musiałby się za nim uganiać dookoła świata, w oczekiwaniu na nakaz aresztowania, rzucając mu kłody pod nogi, by tylko opóźnić przejazd.

W wysokim i przeszklonym wieżowcu zwanym New Scotland Yard, głównej siedzibie policji wita mnie inspektor Paul Fuller, szef wydziału ekstradycji, który wyjaśnia dzisiejsze mechanizmy aresztowania przestępców uciekających za granicę.

detective paul fuller

Imperium skurczyło się i policja brytyjska nie ma już jurysdykcji w innych krajach, nie może aresztować nikogo poza granicami. Co zatem dzieje się w sytuacji, gdy ktoś okrada np. Bank of England, podejrzewacie, że był to obywatel brytyjski, który teraz ucieka przez Europę, Egipt aż do Indii?

- Poprosimy lokalne władze, by go odnalazły. Kiedy go zlokalizują, występujemy do brytyjskiego sądu o nakaz aresztowania – wyjaśnia detektyw. - W Europie jest to łatwe, wystarczy Europejski Nakaz Aresztowania. Zjednoczone Królestwo nie jest w strefie Schengen, dlatego za policję o nakaz występuje Koronna Służba Prokuratorska. W innych krajach system ten jest bardzo prosty w użyciu, każdy pracujący w organach ścigania może go użyć. Gotowy nakaz przesyłamy do kraju, gdzie ukrywa się podejrzany, i to jest ich odpowiedzialność, by nakaz wyegzekwować, wytropić i złapać daną osobę.

Detektyw Fix z książki Verne`a nie mógł aresztować Fogga, bo czekał na przesłanie z Londynu nakazu, najpierw w Egipcie, a później, kiedy papier nie dotarł na czas, zmuszony był wsiąść z podejrzanym na statek do Indii, by tam ponownie podjąć próbę aresztowania.

- Cóż, trochę się od tego czasu zmieniło. Nakaz może być uzyskany nawet w godzinę – mówi detektyw Fuller. – Zjednoczone Królestwo ma umowy z różnymi krajami np. z Ameryką, Kanadą, Australią. Owszem, jest kilka krajów w Afryce, z którymi nie ma takich umów np. Somalia czy Ruanda. W takich sytuacjach ekstradycja staje się problematyczna, ale wciąż możliwa.

Od czasów książkowej podróży, świat przekonał się o potrzebie wzajemnej współpracy w ściganiu przestępców. Decyzje o tym zapadły na najwyższych szczeblach:

- Jeśli jesteś np. śledczym we Francji, tropisz sprawców napadu na bank, i wiesz, że świadek znajduje się w Londynie, kto zbierze jego zeznania? To nie będą Francuzi, oni tu nie przyjadą. Zrobimy to dla nich – wyjaśnia inspektor. - Zapobiega to wzajemnemu wchodzeniu sobie w drogę.

- Tak samo działa to w Zjednoczonym Królestwie. Mój wydział jest odpowiedzialny za aresztowanie przestępców poszukiwanych w innych krajach, a przebywających na naszym terenie. W tym roku mamy rekordową ilość 1800 takich nakazów z całego świata.