Historia pewnej bluzy
Niedziela, stycznia 24th, 2010Wszystko, co kiedykolwiek zarobiłem, od razu wydawałem na bilety lotnicze i kolejowe albo na psujące się samochody i motocykle. Na ciuchy nie musiałem.
2002. Sklep Old Navy gdzieÅ› w Pensylwanii. Na stoisku z przecenionymi ubraniami wybieram bluzÄ™ z napisem “Black Dragon”. Jedziemy razem przez Stany.

2005. Po wyjeździe w cieplejsze rejony, wyruszam na zarobek do angielskiego Leicester. W szafie znajduję bluzę ze smokiem. - Jak się zużyje, to ją po prostu wyrzucę - myślę sobie bez żalu.

2007. Nie zużyÅ‚a siÄ™. SiÄ™gam wiÄ™c po niÄ… na WÄ™grzech i w dalszej włóczÄ™dze po BaÅ‚kanach. Wreszcie odkleja siÄ™ literka “r”.

2008. W lesie Sherwood mogÄ™ siÄ™ poczuć dziÄ™ki niej jak Robin Hood. Przyklejona literka “r” wciąż siÄ™ trzyma, ale po zahaczeniu o gałąź, na ramieniu pojawia siÄ™ dziurka.

2009. - Teraz to już na pewno ją wyrzucę - myślę sobie, pakując jednocześnie Dragona na wypad do Amsterdamu. Bluza testowana w najrozmaitszych okolicznościach wciąż pozostaje cała.

2010. Londyn. Zaszyte wszystkie dziurki, przyklejone wszystkie literki i znów mam ją na sobie.

Za oszczędzone pieniądze chyba kupię sobie wreszcie jakiś bilet.








