Archiwum kategorii: ‘Londyn francuski’

„Nie” dla Szekspira z Delhi

Czwartek, padziernika 23rd, 2008
renu

– Muszę przyznać, że po przyjeździe tutaj, przeżyłam olbrzymi szok. Brytyjczycy, których znaliśmy w Indiach byli zupełnie inni – twierdzi Renu, która pojawiła się z mężem w Wielkiej Brytanii w 1965 roku. – To było zimne, ciemne i ekstremalnie nieciekawe miejsce. A na dodatek z ludźmi, którzy nie mieli żadnej wiedzy na temat reszty świata.

Renu, podobnie jak tysiące jej rodaków przyjechała na tzw. „job voucher”, przyznawany przez rząd brytyjski ludziom wykształconym. W Delhi skończyła historię, mąż był specjalistą od literatury brytyjskiej, z pamięci cytował obszerne fragmenty sztuk Szekspira.

– Przybyliśmy z kultury, gdzie edukację stawia się na pierwszym miejscu. Możesz nie jeść, ale musisz edukować swoje dzieci. To jest twój paszport – mówi Renu. W Londynie zaczęli jednak od podstawowych prac w restauracji. Później udało się przenieść do księgarni.

– Mąż polecał książki ludziom, którzy nie mogli się nadziwić, że tak dobrze zna ich literaturę – opowiada Renu, po czym wspomina: – Ogólnie jednak reakcje na początku były ekstremalnie negatywne. Ludzie pytali gdzie nauczyliście się języka? Jakim cudem? Nie wierzyli do końca, gdy mówiliśmy, że mamy uniwersyteckie wykształcenie… Ich wyobrażenie było takie, że mieszkamy w lepiankach, z tygrysami i wężami.

Imigranci napotkali na całą masę uprzedzeń. Wielu Hindusów nie mogło znaleźć pracy, ani mieszkania, witały ich napisy na drzwiach: „Nie dla kolorowych, dzieci, psów i Irlandczyków”.

– Dziś postrzeganie Hindusów zmieniło się. Jest wielu ludzi wykształconych, biznesmenów, lekarzy. Oni służą temu krajowi. A moje dzieci, które urodziły się tutaj, choć hołdują hinduskim tradycjom, świetnie czują się jako obywatele Wielkiej Brytanii.

Francuski łącznik

Niedziela, padziernika 12th, 2008

pattiserie in london

– Wracajcie! – apelował bezskutecznie do francuskich imigrantów Nicolas Sarkozy, jeszcze w czasie kampanii prezydenckiej. Dziś o eksplodującej liczbie Francuzów na Wyspach Brytyjskich mówi Caroline Sivilia, założycielka pisma „London Macadam”.

Padają różne liczby – w Londynie mieszka od 200 do 500 tysięcy imigrantów zza kanału La Manche. Biznesmeni, piekarze i restauratorzy przyjeżdżają, by wyzwolić się od wysokich podatków i restrykcyjnych przepisów dotyczących zatrudniania ludzi.

W dzielnicy South Kensington na każdym kroku słychać język francuski, jest tu ambasada i Institute Francais, działają księgarnie, gdzie można kupić „W 80 dni dookoła świata” w oryginale. Są kawiarenki w stylu paryskim i filia kwiaciarni Monceau Fleury, a przeciskając się w tłumie bardziej wypada powiedzieć „excuse-moi” niż „sorry”. Ze względu na zwiększającą się ilość młodzieży, szkoły takie jak liceum imienia Charles`a de Gaulle`a, zmuszone są odmawiać połowie zgłaszających się. Wszędzie można natknąć się na darmowe pismo „London Macadam”, które jest częścią największej francuskiej grupy medialnej w Londynie. Działa w niej także serwis internetowy, radio i magazyn dla kobiet. „London Macadam” jest dwumiesięcznikiem, ukazuje się od 5 lat.

– Wszystko to kierujemy do 500 tysięcy Francuzów, którzy mieszkają w Londynie, ale także do miłośników naszej kultury i języka – mówi Caroline Sivilia, redaktor naczelna, która zajmuje się także organizacją różnego rodzaju festiwali.

– Czasem musimy spotykać się na francuskich imprezach, by nie odcinać się od historii. Musimy też pozostać w ścisłym związku z Francją – dodaje Caroline. – Organizujemy imprezy pod hasłem „Francuskie środy” i promujemy nasze restauracje. My po prostu kochamy swoją kulturę.

Mroczna historia Madame Tussaud

Sobota, padziernika 4th, 2008

nocolas sarcozy

Nicolas Sarkozy, ku rozczarowaniu publiczności, w Muzeum Figur Woskowych Madame Tussauds stoi sam, bez Carli Bruni. Wykonanie podobizny zajęło 4 miesiące i kosztowało 150 tysięcy funtów. Pracowało nad nią 20 artystów. Francuzi, oprócz Brytyjczyków, są tu najczęstszymi gośćmi.

Dzieje jednej z popularniejszych atrakcji Londynu, Muzeum Figur Woskowych, sięgają czasów krwawej rewolucji francuskiej. Zanim mogły powstać podobizny Johnny`ego Deepa czy Angeliny Jolie, słynna Madame Tussaud robiła odlewy ściętych przez gilotynę arystokratów. Przed krwawą rewolucyjną machiną uratował ją talent. Tussaud sympatyzowała z królewskim dworem, za co została aresztowana.

W więzieniu, czekając na egzekucję, ogolono jej już nawet głowę. W ostatniej chwili rewolucjoniści zdecydowali się ją oszczędzić i zatrudnić do robienia pośmiertnych masek arystokratów i przeciwników rewolucji. Tussaud, zmuszona brodzić wśród ciał bez głów, poszukiwała swoich dawnych przyjaciół.

Gdy wreszcie wyjechała do Londynu w 1802 r., przybyła z objazdową wystawą stworzonych wcześniej wizerunków. Podróżowała po Wielkiej Brytanii i Irlandii, ostatecznie decydując się na zamieszkanie w Londynie, gdzie dziś jej Muzeum mieści ponad 300 figur i jest odwiedzane przez miliony turystów, chcących mieć fotografię z osobistościami ze świata filmu, muzyki, sportu czy polityki takimi jak ci pięknisie: