Historia pewnej bluzy

Wszystko, co kiedykolwiek zarobiłem, od razu wydawałem na bilety lotnicze i kolejowe albo na psujące się samochody i motocykle. Na ciuchy nie musiałem.

2002. Sklep Old Navy gdzieś w Pensylwanii. Na stoisku z przecenionymi ubraniami wybieram bluzę z napisem “Black Dragon”. Jedziemy razem przez Stany.

Hollywood

2005. Po wyjeździe w cieplejsze rejony, wyruszam na zarobek do angielskiego Leicester. W szafie znajduję bluzę ze smokiem. - Jak się zużyje, to ją po prostu wyrzucę - myślę sobie bez żalu.

20051

2007. Nie zużyła się. Sięgam więc po nią na Węgrzech i w dalszej włóczędze po Bałkanach. Wreszcie odkleja się literka “r”.

2007

2008. W lesie Sherwood mogę się poczuć dzięki niej jak Robin Hood. Przyklejona literka “r” wciąż się trzyma, ale po zahaczeniu o gałąź, na ramieniu pojawia się dziurka.

2008

2009. - Teraz to już na pewno ją wyrzucę - myślę sobie, pakując jednocześnie Dragona na wypad do Amsterdamu. Bluza testowana w najrozmaitszych okolicznościach wciąż pozostaje cała.

2009

2010. Londyn. Zaszyte wszystkie dziurki, przyklejone wszystkie literki i znów mam ją na sobie.

2010

Za oszczędzone pieniądze chyba kupię sobie wreszcie jakiś bilet.

Odpowiedz