Co ja tutaj robię?

Odliczam czas. Czekam na coś nieokreślonego, jakieś wydarzenie, które poruszy wielką machinę i pozwoli wreszcie się wyrwać. Nie z Londynu, bo to miasto jeszcze długo będzie mnie kręcić, ale może z pracy, może z tego środowiska, w którym utkwiłem, od zajęć, które nie dają już żadnej satysfakcji.
Trwam tu jeszcze na posterunku, choć coraz więcej osób dziwi się, że tak długo wytrzymuję w tym jednym miejscu.
Cóż. Trochę jednak przez ten czas się wydarzyło, kilka rzeczy się udało, projektów mniejszych i większych.
Ale teraz już wiem, że potrzebuję małej zmiany, choćby na chwilę. Nowe pomysły, plany i trasy już buzują w głowie (chociaż w sumie to one zawsze świtały, czasem tylko od nich uciekałem).
Nie lubię pisać o pracy, bo jeszcze przeczyta to ktoś, kto nie powinien. Niestety praca pochłania cały mój czas. To znaczy - nie sama praca, tylko siedzenie w niej. Niekończące się godziny strawione na gapienie się w komputer, po których nie znajduję już w sobie mocy na pisanie bloga.
Muszę to zmienić, zaczynając właśnie tu.




24 stycznia 2010 01:25
Dawaj!
Już nie mogę się doczekać następnej relacji. Pełnej nowości, świeżości i luzackiego spojrzenia na otaczający nas świat, na inne kultury. Relacji dokładnej, optymistycznej, ze zdjęciami, z nowymi twarzami, z anegdotami, odwołaniami, rozmowami i masą niespodzianek w trasie! Howgh!
24 stycznia 2010 12:11
to ja nie wiem, czy ja tak umiem
29 stycznia 2010 18:06
No cóż, szkoda, że marnujesz się tam, gdzie się marnujesz;) Cooltura, powiedzmy to otwarcie, jest słupem ogłoszeniowym nie zaś gazetą, o której warto wspominać…
Pozdrawiam
Ania
7 lutego 2010 23:31
Umiesz, bo takie (no prawie) były poprzednie.